Polecany post

59. Książka: Banany i cytrusy, czyli jedź do Azji.

środa, 23 marca 2016

68. Targ i targ




Styczeń, luty 2016


    Targowisko w Jinka to punkt typu ,,must see” na mapie Doliny Omo. Schodzą się tu głównie ludzie plemienia Ari, Bana i Hamar. Jest barwnie i egzotycznie. Ale w tej beczce miodu jest łyżka dziegciu. W zasadzie, to cała szklanka. 
Przyjechaliśmy dość późno do Jinki i wielu ludzi sprzedało już swoje towary i zwinęło swoje stoiska, ale wielu jeszcze handlowało w najlepsze. Przyszło do nas wielkie rozczarowanie, w postaci przewodnika po targowisku. Otóż mafia turystyczna (bo tak to chyba można nazwać) zażądała, że białasi muszą zwiedzać targ w towarzystwie lokalsa-przewodnika. Cena choć nie była wygórowana (kilkadziesiąt birrów od łebka) to jednak miny nam zrzedły, bo kto to widział…? Poszliśmy jednak, gnani ciekawością. No cóż, nie ma co gadać, ten targ to dla nas rozczarowanie i nic więcej. Za fotki trzeba było płacić, niektórzy ludzie niezbyt przyjacielscy, towary nie powalały, za to niektóre ceny już tak. Zaproszono nas na tradycyjne skoki przez bydło do plemienia Hamar za 700 birrów (130 zł !) od głowy. Nie było zainteresowania z naszej strony. Wprawdzie można było robić zdjęcia ogólne targowiska, ale i tak, ktoś w pewny momencie  się do mnie ,,przyburzył”, gdy ,,fociłem”. Szkoda słów.

kliknij w zdjęcie










    Targowisko w Gesuba to zupełnie inna para kaloszy. Mieścina położona jest z dala od uczęszczanej drogi, a szerszemu turystycznemu gronu, w ogóle nie jest znana. 
Ludzie w okolicy są życzliwi, bardzo ciekawi białego człowieka. Na targ w Gesubie wdepnęliśmy dosłownie na chwilę. Wyskoczyłem sam z samochodu rozejrzeć się. Spory teren z czerwonawą glebą był dość zatłoczony. Jeśli chodzi o towary, to handluje się tu głównie żywnością. Są wiec worki z sorgo, kukurydzą, na płachtach leżą bataty. Sprzedawane są zioła, przyprawy, kapusta, różne owoce, wśród których dominują mango. Można tu kupić kurę na obiad, kozę, czy osła. Jednak nie towary mnie tu urzekły, a ludzie. Uśmiechali się, podchodzili do mnie, chętnie pozowali do zdjęć. Nikt nie wołał o 5 birrów za ujęcie. Dzieci podchodziły do mnie bardzo blisko i przyglądały mi się z ciekawością, w dość krępującej bliskości. Jakiś dzieciaczek złapał mnie za rękę i chciał w moim towarzystwie chodzić, do czego już sie przyzwyczaiłem w Etiopii. Podchodziłem do stoisk, a wszędzie witano mnie z uśmiechem i życzliwością. Pewien starzec poprosił mnie o fotkę. Zrobiłem chętnie, podszedłem do niego i efekt pokazałem mu na wyświetlaczu aparatu. Chwycił mnie za rękę i przywarł ustami do mojej dłoni. Zaskoczyło mnie to.



Gdy zrobiono mi zdjęcie, zacząłem się drzeć: ,,5 birrów". Rechotali wszyscy:)



podotykałem tego mopa:)

wszędzie uśmiechy

wycałował mnie po ręce

kur nie brakowało

chodziłem otoczony gromadką dzieci...

...bardzo ciekawych białasa

    Ogólnie mówiąc, jak zazwyczaj to bywa, miejsce mniej turystyczne okazało się fajniejsze niż to turystyczne. Bardziej mi się podobało. Ale tak to już ze mną jest.


Aha. Oto króciutka migawka filmowa z dziecięcego oblężenia w Gesubie: https://www.youtube.com/watch?v=HLQVjjAPTa8
  






,,Migrują bociany, migrują śledzie, a czasem i mnie coś w świat powiedzie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz