Polecany post

59. Książka: Banany i cytrusy, czyli jedź do Azji.

poniedziałek, 15 lutego 2016

62. Do Etiopii


   
Styczeń, luty 2016


    Postanawiam kontynuować pisanie bloga. Powód? Moja wizyta na Czarnym Lądzie. Długo wyczekiwana Wielka Przygoda spełniła się na przełomie stycznia i lutego 2016 roku.

    Formuła mojego pisania zmieni się nieco w porównaniu do azjatyckiej części bloga. Będą to krótkie wpisy pisane w czasie przeszłym. Retrospekcje poprzeplatane zdjęciami. Tym razem nie zachowam chronologii wydarzeń a wpisy będę umieszczał całkowicie w dowolnej kolejności. Może kogoś coś zaciekawi, może rozbawi, może zadziwi? Afryka to dla mnie niełatwy temat. Gdy myślę o niej, wciąż większość zdań kończy się znakami zapytania. Dlatego nie będę się wymądrzał, a do tematu podejdę z pokorą. Obiecuję.

      26.01.2016 wystartowałem z lotniska w Sztokholmie do Addis Abeby, stolicy Etiopii. Loty w obie strony były bardzo wygodne. Jedzenie, picie, roznoszona prasa, słuchawki do komputera. Ethiopian Airlines to zupełnie inna bajka niż Norwegian. Obłożenie samolotu pasażerami było takie, że większość lotów spędziłem śpiąc rozłożony na trzech fotelach. Ot, królewska podróż. Co ciekawe, w drodze tam, mieliśmy międzylądowanie w Rzymie, a w drodze powrotnej, w Wiedniu. Ktoś wysiadł, ktoś wsiadł. Taki latający autobus.
    
       Była to podróż inna niż zwykle, bo podróżowałem nie sam, a w grupie. Przypadkowa ,,zbieranina” ludzi poznanych na portalu podróżniczym: globtroter.pl. Stanowiliśmy ośmioosobową grupę o różnym doświadczeniu podróżniczym. Plan był następujący: Addis Abeba, plemiona Doliny Omo, miasto Harar i zabytkowe kościoły w Lalibeli. Ja, ponieważ zaplanowałem wyjazd tylko na 2 tygodnie, uczestniczyłem tylko w dwóch pierwszych etapach. To co głównie chciałem zobaczyć w Etiopii to ludy, czy raczej plemiona południa. To one skłoniły mnie do tego, że spośród pięćdziesięciu kilku krajów Afryki wybrałem właśnie ten. No, może jeszcze chęć poznania kraju, o którym czytałem w książce: Cesarz, Ryszarda Kapuścińskiego, a która to mocno zadziałała mi na wyobraźnię. Podróżując do doliny Omo wynajęliśmy 2 Toyoty Land Cruiser, które lata świetności miały już nieco za sobą i wyruszyliśmy na południe, KU PRZYGODZIE. W jednym aucie (żeńska część wyprawy) jechał nasz przewodnik, Wondimu, w drugim (męskim), kierowca z jego firmy.
    
       Wynajęcie auta z przewodnikiem kosztowało nas 120 dolarów od samochodu. Podróżowanie w grupie, choć ma wiele wad, obniża koszty podróżowania. W przypadku Etiopii zmieściłem się w budżecie 60 dolarów dziennie, wliczając w to ,,koszty imprezowe” plus zakup drobnych pamiątek. Poza tym, z grupą jest z reguły weselej. Tak było i podczas naszej wyprawy. To wielka zaleta podróżowania w grupie. I jeszcze jeden wielki plus. Gdy podróżuje się samotnie, trzeba samemu wszystko ogarniać: noclegi, transporty, itp. Tutaj, ponieważ nie pełniłem żadnej funkcji, mogłem wrzucić na luz. Można było zachowywać się jak bawarski chłop. Z przodu jeść, z tyłu srać, a w międzyczasie mieć sporo radości.




    Kilka faktów o kraju.
Etiopia leży na wschodzie kontynentu, w tak zwanym Rogu Afryki. Graniczy z Sudanem, Sudanem Południowym, Kenią, Somalią, Erytreą i Dżibuti. Jest ponad trzykrotnie większa od Polski pod względem powierzchni. Pod względem ludności (ponad 80 mln) jest jednym z najludniejszych afrykańskich krajów. Dominującą religią jest Etiopski Kościół Katolicki. Sporo jest wyznawców Islamu (ok. 33% wyznawców). Pewna część społeczeństwa wyznaje religie animistyczne. Etiopia, jako jedyny kraj Afryki nigdy nie był kolonią. Znalazł się jedynie pod okupacją Włoch, do roku 1941. Dużą część kraju pokrywają góry. Najwyższy szczyt Etiopii to Ras Dashen (4543 m n.p.m.). Więcej informacji o kraju można poszukać w Internecie, więc nie będę przepisywał Wikipedii. J

















Podróżuje nie po to żeby uciec od życia, podróżuje po to by życie nie uciekło mi.

    
   




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz